Gdzie się podziały….tamte piosenki
Dzisiaj krótko, tak weekendowo i refleksyjnie…
Ktoś nawet może powiedzieć, że będzie więcej do oglądania niż do czytania..
Chcąc kupić mojej chrześnicy płytę z piosenkami udałam się do Empiku…
na próżno próbowałam znaleźć małą Kukulską czy Fasolki … o smerfnych hitach już nie wspominając..
Półki za to pełne były płyt mini mini, i innych niby dziecięcych nagrań..
nie wiem, może jestem pechowcem i nie zauważyłam niczego wartościowego
nie wiem, może się czepiam – ale wybaczcie płyta dla dzieci, którą oglądałam to wg. dystrybutora takie gwiazdy jak: Feel, Doda, Patrycja Markowska i oczywiście niezastąpiona Gosia Andrzejewicz….
Nie wiem, może przesadzam… może się czepiam…
ale brakuje starych, wartościowych “szlagierów”
Dlatego dzisiaj w ramach “refleksji pre weekendowych” mała lista przebojów, które mnie zachwycały gdy ganiałam jeszcze do przedszkola czy podstawówki..
Miłego oglądania i słuchania!
Na początek niezastąpiona mała Natalka:
i chyba największy jej przebój
A pamiętacie Fasolki?
Kulfon i Monika…. tak zamiast dzisiejszych Czarodziejek Witch
Pamiętacie Domowe Przedszkole?
A na koniec – Majka Jeżowska!
Do miłego!


Smerfne hity w tym zestawieniu to jakaś wielka pomyłka… ale Fasolki czy Kukulska to było coś! Albo niezapomniana Dyskoteka pana Jacka.
Ach… pamiętam jak się ekscytowałam, że mogłam wejść za kulisy po koncercie Fasolek. A dzisiaj? Dzieciak słuchający czegoś takiego nie miałby życia wśród rówieśników zafascynowanych Dodą…
W ogóle ostatnio się przeraziłam, bo trafiłam na program w konwencji podobny do “Domowego przedszkola”, gdzie dzieci zamiast na dywanie czy zwykłych krzesełkach, siedziały na pufach imitujących klawisze komputera – i były wpatrzone w wielki monitor, z którego przemawiał prowadzący. W tym momencie przestałam się dziwić, że teraz dzieciaki wolą komputery, niż zabawy na podwórku (bo cóż w tym dziwnego, skoro nawet programy dla przedszkolaków są tak prowadzone)…
Sorry za odejście od tematu piosenek.
Pozdrawiam!
Też odbiegnę od tematu – ale twój wpis jest najlepszym dowodem na to, że to wybory rodziców – również ich sentymenty – napędzają rynek. Pytanie tylko w jakim stopniu? Ten blog zajmuje się marketingiem dziecięcym – czy interesuje się też wyborami rodziców jako konsumentów?
Kiedyś widziałem u rodziców dziesięciolatka nowe wydanie przygód Tomka Alfreda Szklarskiego. Czy dzieci same by coś takiego wybrały, szczególnie, że książka miała taką oldskulową okładkę pierwszych wydań.
@sa: smerfne hity to tak z sentymentu… pamiętam jak czekałam na to aż wyjdą kolejne części..
sama wychowałam się na Kukulskiej – zresztą, co tu ukrywać do tej pory chętnie jej słucham…
Podczas akcji Lato w mieście kiedy byłam wychowawcą najmłodszej grupy – sześciolatków – puściłam im przeboje Natalki czy Fasolek.. i ku mojemu zdziwieniu…nie znały ich…
za to “Jest już ciemno” miały w jednym paluszku..
nie wspomnę już o chłopięcym wydaniu hip hop-owej piosenki “cztery łapy”
@Pawi: wiesz, wydaje mi się, że ilość reedycji czy to książek, czy filmów, a także płyt z muzyką doskonale pokazuje,że taka potrzeba ciągle jest…
wydaje mi się że rodzice, mimo “realiów” współczesności chcą podzielić się z dziećmi swoim bagażem literackich i muzycznych doświadczeń…chodziłam do podstawówki, kiedy królowały Czarodziejki z Księżyca i Pokemony.. na to był szał, to było trendy..
a mimo to za namową mamy czytałam Mikołajka…
dzisiejsze, kolejne dopisywane części, reedycji czy nawet adaptacje filmowe pokazują, że sa postacie, bohaterowie, którzy szybko nie zastaną zapomnieni…
inny przykład wielkiego “come back” – stary, poczciwy Reksio, który wraca na ramach wydawnictwa Egmont…
Witam!
Bardzo fajny blog! Czemu Pani dalej nie kontynuuje? Zamierzam pisać prace mgr. na temat kindermarketingu i nie mam pomysłu na badanie, może znajde inspirację czytając Pani blog
Pozdrawiam
Edyta
niestety ostatnio dał mi się we znaki brak czasu
ale obiecuję,że wróce do pisania
pozdrawiam!